Strona została przejęta przez
Polski Portal Karate Kyokushin - kyok.pl.

Jesteś początkującym karateką, doświadczonym zawodnikiem, trenerem karate, a może po prostu chcesz się dowiedzieć czym jest karate kyokushin? Na kyok.pl spotkasz się z niezwykłą atmosferą i łatwo znajdziesz to, co Cię interesuje!

Kancho Shokei Matsui o Sosai Oyama

Sosai zachęcał mnie do pracy

        Kiedy wstąpiłem do college'u, zdecydowałem się na samodzielne życie w Tokio. Ponieważ college znajdował się na peryferiach miasta, bardzo dużo czasu zabrałoby mi dojeżdżanie do domu. Dlatego podjąłem decyzję o zamieszkaniu w Ikeburo obok Honbu, gdzie trenowałem już od dwóch lat. Odkąd poznałem Sosai Oyamę, zawsze namawiał mnie, abym został wytrwałym i twardym zawodnikiem. Podczas treningów często powtarzał: Bardzo dobrze, trenuj mocniej, a zostaniesz mistrzem. Kiedy słyszałem te słowa, czułem się bardzo szczęśliwy i pragnąłem korzystać ze wskazówek mojego Mistrza. Sosai Oyama często prosił mnie o zademonstrowanie niektórych waza przed całą grupą trenujących. To mi dawało radość, ale także wprawiało mnie w zakłopotanie.


Bezsensem jest kopać jak amator

        Przed turniejem Sosai zawsze zwracał mi uwagę na błędy. Mówił na przykład, że jeżeli nie potrafię uderzyć, nie ma sensu bym stosował w pojedynkach wysokie kopnięcia. To jest dobre dla amatorów, którzy nie mają pojęcia o efektywności kyokushin - mawiał. Moje uderzenia w tamtym czasie nie były dobre. Dzięki Sosai zacząłem zwracać uwagę na prawidłowość wykonywanych przeze mnie technik. Kiedy miałem około 20 lat, Sosai wezwał mnie do siebie i powiedział: Mam nadzieję, że w tym roku zwyciężysz w "All Japan Tournament". Pokaż swoje siłę, odwagę i nerwy. To zachęcił mnie do dalszej pracy. Wiem jednak, że nie byłem jedynym karateką, do którego Sosai kierował te słowa.


Nauczajcie kihon, kihon i jeszcze raz kihon!

        Gdy przenisłem się do Honbu Dojo, zostałem asystentem instruktora, a później - jako senior w college'u - zostałem już formalnie instruktorem. Sosai mówił, żebym nie uczył kombinacji technik kumite, ale przede wszystkim kihon, ido-geiko, kata i sanbonkumite. Rozumiem to polecenie Sosai. Uważał On, że nie jest korzystne dla początkujących, żeby ćwiczyli techniki kumite bez zrozumienia kihon. Tę właśnie prawdę ciągle mi powtarzał.


Wspólne podróże

        Kiedy miałem 19-20 lat Sosai zabierał mnie do różnych prefektur w Japonii i za granicą. Od tamtego czasu czułem się z Nim bardzo blisko. W późniejszym okresie wysyłał mnie samego do wielu miejsc. Sosai wierzył we wróżby. Zdarzało się, że odwoływał On moje podróże, gdy mój horoskop był niekorzystny. Czasami zaglądał do kalendarza, opierając na nim swoje decyzje. Nie wiem, jak bardzo Sosai wierzył we wróżby, ale jako szef wielkiej organizacji, takiej jak Kyokushin, w ostateczności, kiedy musiała być podjęta ważna decyzja, ufał on w rozmowę z osobą z "zewnątrz". Przypuszczam, że Sosai nie mógł odkrywać wszystkich spraw przed ludźmi z organizacji. Tworzył swój wizerunek silnego szefa, a jednocześnie był bardzo wrażliwy. Obie te cechy są niezbędne dla człowieka na takim stanowisku.


Osu, mogę!

        Sosai dwukrotnie proponował mi podjęcie kumite ze 100 przeciwnikami. Pierwszy raz, gdy miałem 19 lat. Sosai nagle zawołał mnie do siebie i zapytał: Czy jesteś w stanie to zrobic ? Odpowiedziałem: Osu, mogę. Początkowo nie wiesdziałem, co Sosai chciał, żebym zrobił. Później dopiero zdałem sobie sprawę, że miał na myśli walki ae 100 przeciwnikami. Zaproponował mi to wiosną i natychmiast zacząłem się przygotowywać do testu. Latem jednak walki zostały odwołane z pewnych powodów. Następna propozycja padła z ust Sosai w lutym 1986 roku, po tym jak zostałem zwycięzcą w "All Japan Tournament". Kiedy to zrobisz - zapytał mnie mój Mistrz. Zrobię co ? - zapytałem, bo tak ja poprzednim razem nie wiedziałem, czego Sosai ode mnie żąda. Odpowiedział: Oczywiście mam na myśli twój pojedynek ze stu przeciwnikami. Kiedy zdecydujesz się na niego ? Po chwili wachania odparłem: Dokonam tego, ale proszę dać mi czas na przgotowanie się. Pragnę podjąć to wyzwanie w maju tego roku, zanim nastaną upały. Sosai zgodził się na to. Walczyłem z Shihan Nakamurą, potem panami Sanpai i Miyoshi, kiedy oni przechodzili przez test stu kumite. Zrobili to w sierpniu. Pomyślałem więc, że lepiej będzie uniknąć letnich upałów. Moje walki odbyły się w studiu telewizyjnym,a nie w Honbu Dojo. Było tam tak wiele świateł i tylu lódzi (około 500), że wewnątrz panował okropny gorąc. Miałem doświadczenie w prowadzeniu walk z trzydziestoma zawodnikami, ale i to był dla mnie bardzo trudne. Wpadłem na pomysł, żeby wyobrazić sobie, że będę toczył dziesięć pojedynków w dziesięciu turach. Nie chciałem być spięty, więc rozluźniłem się myśląc w ten sposób.


Pozbądź się myśli o poddaniu

        Po trzydziestu walkach czułem się już strasznie wyczerpany. Pomyślałem, że nie odniosę sukcesu w teście. Jakoś doszedłem do czterdziestego przeciwnika, a potem do pięćdziesiątego. Kiedy skończyłem z nim walkę, położyłem się. Wtedy usłyszałem głos shihan Royamy: Gdy raz zacząłeś, nie myśl o poddawaniu się! Ten krzyk dodał mi nowych sił. Osoby w studiu telewizyjnym bardzo ekscytowały się pojedynkami. Filmowało mnie pięć kamer. Wiedziałem, że będę walczył tak długo, dopóki niestracę przytomności. Po sześćdziesięciu walkach odczuwałem coś w rodzaju nienawiści do każdego przeciwnika. W moim umyśle pojawiało się pytanie, dlaczego muszę wykonywąć tak ciężką pracę. Miałem ochotę zrezygnować. Dotknięcie czegokolwiek powodowało straszliwy ból. Wydawało mi się, że zwariuję.


Czułem ból patrząc na Ciebie

        Przed rozpoczęciem walk widziałem przed sobą twarz Sosai, lecz potem już nie. Kiedy skończyłem walki, mój Mistrz powiedział do mnie: Zniosłeś bardzo dużo. Czułem ból patrząc na ciebie. Pamiętam Jego głos dokładnie. To było naprawdę wzruszające. Po wygranych turniejach Sosai zawsze mnie chwailił, ale tym razem był to dla mnie największy zaszczyt. W pamięci mam jeszcze inne słowa Sosai. Dwa lata przed moim wyjazdem do Nepalu, gdy odwiedziłem Sosai w szpitalu, powiedział: Miłego lotu i trzymaj się. Wtedy widziałem Go po raz ostatni. Te jego słowa zrobiły na mnie największe wrażenie. Życzliwe słowa. Myślę, że Sosai był dla mnie jak ojciec.

<<< home
Ustaw stronę jako startową! Dodaj stronę do Ulubionych! Kontakt z autorem
Zapis strony Drukowanie strony

poleć stronę...
księga gości
forum

Liczba odwiedzin:

Jesteś sympatykiem kyokushin?
Tak
Nie
Zobacz wyniki

o stronie
o autorze

Aktualizacja:
HOME

© Albert Dabiński. All rights reserved.